20.04.2017

Droubble | Szaleństwo

Droubble – jest to odmiana drabble, która składa się nie ze stu, a z dwustu słów. 

- Jesteś szalony – ktoś kiedyś powiedział opierając się o murek odgradzający jego ogródek od zła. Mad gwizdał jakąś dziwną, mrożącą krew w żyłach melodię. Zaprzestał grabienia liści i bardzo powoli, a także z jakąś ostrożnością podniósł głowę na młodego mężczyznę.
- Jesteś szalony! - powtórzył Mad i się zaśmiał. - Co to jest szaleństwo? - zbliżył się do niego powoli.- Równie dobrze ty możesz być szalony! - zachichotał nisko, chrapliwie.- Hm… Myślisz, że szaleństwo można wybrać? - zastanowił się krótką chwilę spoglądając w niebo, gdzie sunęły leniwie białe obłoczki. - Szaleństwo, szaleństwo, szaleństwo. Nie sądzisz, że to słowo jest szalone? - zwrócił gwałtownie głowę ku intruzowi.
- Wybrać?- powtórzył student ignorując jego rozbiegane spojrzenie.
- Jestem szalony z wyboru – przybliżył się do niego zakłócając jego przestrzeń osobistą, ale jednak był między nimi murek. Murek, który względnie chronił biednego studenta przed tym dziwnym osobnikiem. - Wy też jesteście szaleńcami w moich oczach! Ja nie jestem taki jak wy, wy nie jesteście tacy jak ja! - wyszeptał, prawie że mrucząc mu na ucho. Odsunął się i odwrócił tyłem do niego. 
- WON MI Z MOICH KWIATKÓW BACHORY! - wydarł się i uciekł przepędzając dzieciaki sąsiadów jak kaczki w akompaniamencie śmiechów.

11.04.2017

9. One Shot | Opowiem Wam

    Opowiem wam coś, co mnie spotkało. 
   Rozległ się głos kobiety w karczmie, w której głównie gośćmi byli niezwykle brutalni i brudni mężczyźni. Nie jeden był ubabrany krwią, czy błotem. Nie jeden krwawił z czoła po ledwie skończonej bójce o kawał mięsa. Głos kobiety był przejęty, przerażony i głęboki. Była śliczna niczym księżniczka. Nie pasowała do tego otoczenia, ale nikt się nad tym nie zastanawiał. Miała czerwone jak ogień, lokowane włosy, które spływały kaskadą na jej ramiona. Odziana była w długą bordową suknie, która u dołu była ubłocona i mokra. Widać, że musiała szybko przemieszczać się po ubłoconej drodze Mirosil. Nikt się nie zastanawiał skąd się tu wzięła, nikt nie myślał o tym kiedy tu weszła, chociaż nigdy nie wchodziła. Każdy patrzył w jej duże, brązowe i przerażone oczy. Oddychała tak szybko, że pierś falowała pod ubłoconym i mokrym ubraniem. Jakaś dziwka okryła ją kocem, a kobieta patrzyła w przejęciu na każdego mężczyznę, którzy nagle przerwali swoje czynności. Nikt nawet nie mlaskał, nikt nie pił piwa tylko spoglądał na rudą piękność, która pojawiła się znikąd. Chciała coś opowiedzieć. 
    Opowiem wam coś, co mnie spotkało. 
   Powtórzyła jak mantrę. Jak zaklęcie, które miało uratować ją od koszmarów. Czerwonowłosa, przerażona piękność. 
    Wiał wiatr. Nic nie widziałam. Śnieg wpadał mi do oczu. Szłam powoli i ciężko. Nagle usłyszałam śpiew.
   Mówiła drżącym ze strachu głosem. Głosem tak chłodnym jak zawierucha, która jest teraz na terenach gór przy Mirasil. Ręce, w których trzymała kubek drżały jej tak jakby właśnie była w tym chłodnym miejscu. 
   Śpiew mrożący krew w żyłach. Śpiew kobiety, która straciła wszystko. Brzmiał jak stara kołysanka, ale nie była po to, aby ukołysać dziecko do snu. O nie. Ta kołysanka była przestrogą. 
   I zaczęła śpiewać, a głos niósł się po karczmie jak groźba. Głos drżący ze strachu. Głos grożący tym, którzy zapuszczą się na tereny chatki. Głos grożący tym, którzy dopuścili się zabójstwa. Gdy skończyła nikt nie zamierzał się odezwać. 
   Była tam kobieta. Kobieta o czarnych jak krucze skrzydła włosach. Kobieta ubrana w białą jak śnieg sukienkę. Kobieta o czerwonych, jarzących się oczach. Śpiewała i uśmiechała się jak tak przerażająco jakby nie miała żadnych uczuć. Jakby śmierć, która wokół była, była dla niej zabawą. Gdy się zatrzymałam wokół było pełno trupów, a za kobietą w wichurze pojawił się mały domek. Wyciągnęła do mnie zakrwawioną dłoń śpiewając, abym do niej podeszła. Uciekłam. 
   Kobieta nic więcej nie powiedziała. Jedynie powtarzała słowa opowiem wam, co mnie spotkało. Czar prysł, gdy do karczmy wszedł jakiś przypadkowy mężczyzna. Wszyscy wrócili do swoich kufli i jedzenia. Jedni zaczęli podrywać dziewki, a inni wrócili do siłowania się na ręce. Tylko jeden mężczyzna przyglądał się rudowłosej piękności. Gdy ludzie zebrali się już do opuszczania karczmy on nadal siedział i przyglądał się kobiecie drżącej ze strachu i powtarzającej tylko tamte słowa. Słowa, w których obiecywała, ze opowie im wszystko. W końcu podszedł do niej. Namówił do tego, aby zabrała go do domku, w którym spotkała kruczowłosą kobietę o czerwonych oczach. Ognistowłosa kobieta po długich namowach się zgodziła i zabrała go tam, ale nikt już nigdy nie usłyszał o śmiałku, który poszedł z przerażoną kobietą w góry. Nikt nigdy go nie spotkał. Nigdy nigdy o nich nie usłyszał. 
   Dziesięć lat później w karczmie w Mirosil pojawiła się przerażona, kobieta o czerwonych włosach. Kobieta opowiadająca o kołysance, która roznosi się po górach. Kołysance śpiewanej przez kobietę ubabranej krwią. I znowu jeden śmiałek ruszył za kobietą i nigdy się nie pojawił z powrotem. 
   Legendy mówią, że każdy śmiałek ruszający za czerwonowłosą pięknością ginie w górach z rąk kruczowłosej śpiewaczki, która mści się za śmierć własnego dziecka.

Opowiadanie stworzone na podstawie pewnego forum, na którym piszę.